piątek, 12 grudnia 2014

nie, on nie będzie cierpiał, wiesz czemu?bo zakładając (na wyrost...), że cię kochał, to jego miłość była taka jak kilkuletniego chłopczyka do swojej matki. Tylko, rzecz jasna, kontekst czyli dorosłość, czyniła tę miłość okrutną, bolesną i roszczeniową. Dorosłość w naszym przypadku zmieniła jego "kochanie mnie" ponad życie (cytując klasyka, wielkie słowa i łezki w oczach to niemal pewniak udanej manipulacji) w wykorzystywanie mojej osoby w chyba każdej sferze - o materialnej już nie chce mi się nawet rozwodzić - i tak jest rażąco ewidentna - ale też fizycznej (akcja, którą bez wątpienia w wyniku szczerej troski, odpierdolił w środę, powinna w jednej sekundzie podnieść mnie na nogi, zniechęcić mnie do jakiejkolwiek formy kontaktu z nim i całą dotychczas kierowaną na siebie złość, adekwatnie skierować na niego) i emocjonalnej (nieee, skądże, nigdy byś nie powiedział, że mam się cieszyć, że raczysz nadal ze mną być, bo przecież nikt inny nie wytrzymałby przy mnie dłużej niż miesiąc. Przecież być nie dał rady mnie tak zranić...! Wzruszające kurwa.)
Nad czym ty się dalej wahasz ? Za czym ty nadal boisz się tęsknić ? Otwórz oczy! Miłość polega na mówieniu "nienawidzę cię" ukochanej haha osobie, która przedawkowała leki? A może na uczczeniu jej urodzin poprzez niekupienie symbolicznej pierdolonej róży za 5 zł, 12 dni po wypłacie, no bo przecież chyba pamiętam, jaka bieda panuje u niego w domu i ile musiał przez te 12 dni spłacić, podczas gdy mój wkład wyniósł dokładnie w tamtym tygodniu żałosną kwotę 10k.

Jesteś wartościowa, kurwa. To dla niego podejmowałaś ogromny wysiłek, żeby prowadzić rozmowę z księciem tak, jak lubi i nie wychodzi z pokoju dopóki się nie uspokoję, bo to ty chciałaś ,żeby między wami było dobrze i żeby na bieżąco wyjaśniać sobie aktualne problemy. Nie ty go atakowałaś, haha, byłaś wręcz tak kurewsko życzliwa, tłumaczylaś mu, że ludzie się ranią, popełniają błędy, że to nie powód, żeby myśleć źle o samym sobie. A w jaki sposób on mówił o twoim zachowaniu, które królewiczowi się nie spodobało?
szok, jaka jesteś zaburzona
mowisz tak bo masz borderline!
uspokój się i za pół godziny przeczytaj jeszcze raz swoje smsy.
nie masz racji, nie zrobiłem nic złego.

Walking on eggshells, boli, nie? Bo przecież można usłyszeć ,że przeze mnie czuje, że jest chujowym chłopakiem i wszystko robi źle.
do kurwtyyyyyyyyyyyyyyyyyyy]
cała się trzęse jak to wszystkok piszę.
żadna chimera, cięcie się, głodzenie, narkotyki, pobyty na toksykologii nie są tak ogromnymi aktami autoagresji, jakim będzie trwanie w tym...pseudozwiązku. Czas zamknąć ten rozdział, nie zostawiać sobie ostatniej strony na kiedyś, po prostu go zamknąć i położyć na półce. Spokojnie, nawet ta złość minie, pozostanie obojętność ,parę fajnych wspomnień, więcej tych, które są w zaburzony sposób pociągające (3x kg i dragi na rynku...), a najwięcej wspomnień w formie zamglonych obrazów, czy wizualnych flashbacków, o których może by się nawet nie pamiętało, gdyby nie ich obecnie jeszcze intensywnie skrajnie negatywne zabarwienie emocjonalne. Wkrótce to będzie już zwykły smutek, pewnie potrwa z minutę albo i krócej.

proszę, nie wymierzaj sobie kar jedzeniem. przecież to nie na siebie się złościsz.